środa, 26 lutego 2014

Może tak trochę wprowadzę was w temat ;33

 No bo tak Wam piszę o NIM, ale tak naprawdę to nic nie wiecie. To jest taki chłopak, który podoba mi się od pierwszej klasy. Ale nie dla tego, że ma piękne oczka i dlatego do niego wzdycham. Nie.
 Podoba mi się jego charakter. "Hubert" (prawdziwego imienia nie podam) nie ma problemu z mówieniem tego, o czym myśli i wgl jest taki wyluzowany. Typowy chłopak, którego cała szkoła ocenia po tym, że wyrywa większość lasek. Ale ja wiem, że on taki nie jest... Mam dowód.
 No bo do listopada ja dla niego nie istniałam. Byłam potrzebna tylko wtedy, gdy trzebabyło powiedzieć, gdzie mamy lekcje itd... :(( Ale pod koniec tamtego miesiąca, wszystko się zmieniło. A wszystko przez to, że założyłam się z koleżanką - ja napiszę do Huberta, a ona napisze do takiej osoby, z którą miała słaby kontakt. Siedziałyśmy na Facebooku i... niechcący do niego napisałam. Byłam przerażona, bo pierwsze, o czym pomyślałam to: "o ja, ale będzie miał uciechę w poniedziałek", "na bank on i jego koledzy będą za mną łazić i się śmiać"... Ale u mojemu zdziwieniu... W PONIEDZIAŁEK BYŁO CAŁKIEM NORMALNIE! Nie odezwał się i to jest trochę dziwne, ale... było mi przykro. Napisałam więc pewien list. Tydzień później we wtorek nie mogłam wytrzymać i wrzuciłam mu go do szafki...
 Może i to był błąd, ale z drugiej strony się cieszę. Tak czy inaczej nie podpisałam się i to było całkiem trafne, bo nie mam pojęcia, co by się działo. Ten list był szczery i mocny. Szkoda tylko, że pokazał kolegom :(( Oni mieli taki zaciesz, że ja nmg, jakby listów nie czytali -.-" Byłam zła na niego, miałam złamane serce, ale los chciał, że nastepnego dnia odezwał się do mnie.  
 Na początku grudnia za namową najki (nie Jędrzysława ;**) napisałam do niego. Było tak ekstra, bo później, gdy jego koledzy nie zwracali uwagi lub byliśmy sami, on mówił do mnie, żebym wyluzowała itd. Raz byłam taka szczęśliwa, gdy stałam sama, a on do mnie podszedł i powiedział do mnie: "uśmiechnij się...". Jej, tego to ja nigdy nie zapomnę <33
 Wszystko zmieniło się w połowie stycznia. Uznałam, że może będzie chciał się spotkać jak kumpel z kumpelą, tak po prostu, więc... zaprosiłam go na lodowisko. Od tamtej pory ignorował mnie jak nigdy. Chyba go to uraziło... Chyba dwa tygodnie później, podczas dyskoteki, kiedy DJ włączył wolny kawałek, a ja pomyślałam o nim i o tym, że go nie ma...po prostu nie wytrzymałam i płakałam do końca mojej ostatniej dyskoteki w podstawówce. Napisałam też do niego, czy się obraził. Już miałam dosyć i tyle. Napisał, że jest okay i wgl, ale nadal jest drętwo. Ostatnio nawet się odzywa, ale ja widzę, że chowa do mnie urazę. Co mi przyszło do głowy, żeby go gdzieś zapraszać? :(

 Ale może będzie dobrze? Dlaczego nigdy nic mi nie wychodzi? :((

1 komentarz: