CZĘŚĆ I
Właśnie pakowałam moją walizkę. Czułam, że wypełnia mnie szczęście i nikt nie mógł tego zepsuć, a wszystko przez to, że już nazajutrz miało spełnić się moje największe marzenie - czekał mnie lot do Londynu, gdzie spędzić miałam trzy tygodnie. Emocje, które mi wtedy towarzyszyły? Nie potrafię tego opisać. Byłam tak podjarana, że nie mogłam usiedzieć w jednym miejscu. Moje ręce przez cały czas musiały mieć jakieś zajęcie.
Wyjazd do stolicy Wielkiej Brytanii był także jakby nagrodą dla mnie. Co z tego, że od samej siebie? Ważne jest to, że nie dałam sobie dogryźć, ani zniszczyć osiemnastych urodzin. Dzień przed nimi zobaczyłam mojego chłopaka, który całował się z jakąś blondi. Byłam wściekła i załamana. Jak mógł mi to zrobić?! Jeszcze przed urodzinami?! Cóż, kiedy już dostałam w swoje ręce dowód osobisty, w końcu wyciągnęłam odkładane długo pieniądze i zaczęłam załatwiać bilety oraz miejsce w hotelu. Udało się i już jutro o tej porze miałam siedzieć w swoim samolocie.
Tak, żaden chłopak nie przeszkodzi mi w spełnianiu marzeń. - pomyślałam, zapinając walizkę - Czas zacząć nowy rozdział w życiu... - tutaj już walizka została zamknięta, więc odłożyłam ją i wyszłam ze swojego pokoju, by spędzić trochę czasu z rodzicami.
***
Byłam już w londyńskim hotelu JASMINE. Stałam w kolejce do recepcji. Nie mogłam doczekać się chwili, w której pracowniczka hotelu dałaby mi mój klucz. Ja popędziłabym do swojego pokoju i tam zaczęłabym robić fotki każdej możliwej rzeczy. Na końcu zrobiłabym zdjęcie sobie, a następnie wrzuciłabym je na Facebooka i podpisała jaka to jestem szczęśliwa, wszystko specjalnie, by zobaczył to mój były. Nie było jednak aż tak kolorowo jak sobie wymarzyłam...
-Przepraszam panią bardzo, ale nie mamy żadnej rezerwacji pod pani nazwiskiem. Wszystkie pokoje są zajęte. - powiedziała mi recepcjonistka, a ja poczułam, że nogi robią mi się jak z galarety. Wszystko przez ten stres.
-Jak to? Przecież rozmawiałam z jakimś mężczyzną...zapłaciłam za pokój...dostałam nawet jego zdjęcia na maila! - odpowiedziałam ze łzami w oczach. Nie chciałam się jednak rozpłakać przy tej kobiecie. Miałam swoją godność.
-Przykro mi, ale nic nie możemy zrobić. - jej głos zabrzmiał chłodno i niechętnie - A teraz przepraszam, ale mam dużo pracy...
Z oburzeniem opuściłam hotel. Poszłam gdzieś przed siebie. Bardzo się bałam - byłam w obcym mieście i kraju, a do tego nie miałam tam nikogo. Nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Nie chciałam dzwonić do rodziców, bo na pewno powiedzieliby mi o tym, jak bardzo mnie ostrzegali. Ale ktoś mnie oszukał i to nie była moja wina! Zresztą oni sami widzieli wszystko, co załatwiałam. Byłam dorosła i nie potrzebowałam ich kazań na temat tego, jaka to jestem nieodpowiedzialna! O nie, postanowiłam, że sama dam sobie radę.
Niestety, robiło się ciemno. Przechodziłam przez jakiś park z dwoma wielkimi walizkami. W pewnym momencie puściły mi nerwy, więc usiadłam na ławce, schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Ludzie przechodzili obok mnie obojętnie, a ja czułam się coraz gorzej.
Minęło około piętnaście minut. Wtedy obok mnie zatrzymali się dwaj mężczyźni. Obydwoje mieli na sobie szare i o wiele za duże dresy, czapki z daszkiem oraz okulary przeciwsłoneczne. Jednemu z nich spod czapki wystawały wielkie, brązowe loki, a drugiemu cieniutkie, blond włosy.
-Coś ci się stało? - spytał ten z blond włosami. Ja opowiedziałam im całą historię. Nie czułam się niebezpiecznie, bo rozmawiałam z obcymi, bo po prostu chciałam otrzymać jakąkolwiek pomoc.
-Nie zbyt miło... - powiedział ten z burzą loków pod czapką - Masz zamiar coś zrobić?
-Tak. Kiedy już jakoś znajdę się z powrotem w Polsce, zadzwonię na policję i nie odpuszczę temu oszustowi. Ukradł mi wszystkie oszczędności...
-A gdzie teraz się zatrzymasz? Przecież rodzice wyślą ci kasę na bilet powrotny dopiero za tydzień... - blondyn przypomniał mi o najgorszym. Wzruszyłam bezradnie ramionami, a on spojrzał na swojego przyjaciela. Kiwnęli porozumiewawczo głowami, po czym powiedział - Zatrzymaj się u nas.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Z jednej strony było mi miło, bo nie czułam już, że przez tydzień będę musiała błąkać się po Londynie. Ale przecież oni byli całkiem obcymi facetami...
-Nie wiem... Ja was nawet nie znam...
-Heh... Chyba jednak znasz - zaśmiał się chłopak z lokami, wskazując na moją bransoletkę z napisem "I <3 One Direction". Zdziwiłam się, a oni lekko zdjęli okulary. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom...
-O ja nie mogę... Wy jesteście...
-Niall.
-I Harry.
Przedstawili się, a ja poczułam, że te wakacje nie będą nudne...
******************************************************************
I jak? Podoba Wam się? :) Jak coś, to miejsca wymyślam ;))
ZARĄBIIIIISTEEEEE <33333
OdpowiedzUsuń