Hej Wam :))
No więc powiem tak – ten tydzień był dosyć
dziwny. Opowiem od samego początku, bo tylko tak (być może) uda
się Wam to zrozumieć.
Zaczęło się w piątek tydzień temu. Nocowałam u
BFF, bo byłyśmy po Dniu Otwartym w naszej podstawówce
(rozdawałyśmy dzieciom lizaki i balony, choć bardziej
zainteresowani byli ludzie z naszej klasy :** ). Siedziałyśmy u
niej w pokoju, przeglądałyśmy Face'a itd, a później dowiedziała
się o czymś głupim... To było niezbyt miłe, ale nie chcę o tym
gadać. Najlepiej byłoby mi o tym zapomnieć. Najgorsze jest to, że
się nie da, bo za każdym razem, gdy wydaje mi się, że jest okay,
to dalej wszystko się wali! Tak czy inaczej Jula powiedziała, że
to już czas na to, by powiedzieć "Hubertowi" o tym, że
napisałam ten list. Zaprzeczyłam i wgl to było dla mnie okropne!
Jak mogłabym zrobić to AKURAT TERAZ, kiedy udało mi się z
powrotem z nim w miarę normalnie komunikować po całej sytuacji z
zaproszeniem na lodowisko... No ale następnego dnia uznałam, że ma
rację. Czas na to, by się dowiedział. Tak więc...
W poniedziałek po lekcjach szybko pobiegłam do
szatni. Przebierałam się tak szybko jak nigdy. Kiedy byłam już
gotowa, wbiegła ledwo ubrana Julia, krzycząc: "Już wyszedł!".
Wybiegłyśmy ze szkoły. Co było dalej? Szłyśmy za nim! O ja.. To
było niesamowite. Serce waliło mi jak szalone. On szedł sobie z
telefonem, a ja nie wiedziałam jak zwrócić na siebie uwagę,
więc... zaczęłam krzyczeć, piszczeć i wgl... A on? NIC!!! w
sumie nie dziwię mu się, bo jak teraz o tym pomyślę, to
faktycznie to było głupie. W pewnym momenice zniknął nam z oczu.
Prawie zaczęłam płakać, kiedy nagle zobaczyłam, że znów idzie
w naszą stronę!!! Hahahah... Spotkaliśmy się na przystanku Julii.
Nie odezwał się ani razu. Po prostu przeszedł, robiąc mi różki,
a Julka...
-Ej, ona musi ci o czymś powiedzieć.
Ale się nie zatrzymał. A szkoda... Tak czy inaczej,
ja popełniłam błąd. Miałam szansę, ale jej nie wykorzystałam.
Następnego dnia też go spotkałyśmy, tym razem przez przypadek.
Odezwał się, ale...
-Dlaczego się tak wydzieracie?
Hah! Odezwał się "aniołek". No nie no,
nmg, kolejna stara babcia z przystanku. Tym razem taka śliczna: z
brązowymi lokami, zielonymi oczkami i cool czapeczce :)) <3
Środa – NIC.
Czwartek – NIC.
Piątek – Powiem tak – biegłam tak szybko jak
nigdy. Nawet nie wiedziałam, że to potrafię. Jednak i tak mi się
nie udało :(( Nie zdążyłam, bo Julia dzwoniła do mamy, a ja
pobiegłam tam, kiedy skończyła. To było wczoraj. Teraz boli mnie
gardło ;// Trudno, dla niego było warto. A w ten poniedziałek
powiem mu o wszystkim. Kocham go.
W środę pani na polskim (pozdrawiam moją ukochaną
i najlepszą polonistkę na świecie!!! :** ) tłumaczyła nam
przysłowie: "Z wielkiej chmury mały deszcz". Czasem
wyolbrzymiamy sobie problemy, myślimy, że coś pójdzie źle, ktoś
nas wyśmieje, a tak naprawdę okazuje się, że jest wporządku.
Pomyślałam wtedy o sytuacji z tajemnicą o liście. Hmm...
Powiedział, że podchodzi do tego poważnie, traktuje mnie inaczej
(dobra, z tym się zgodzę, mam swoje powody), nic do mnie nie ma...
Dlaczego miałby zareagować jakoś źle? Nie boję się tego, że
mnie znienawidzi, bo taki nie jest. Po prostu nie chcę, żeby mnie
wyśmiał, boję się tych głupich żartów jego kolegów,
wszystkich głupich postów na FB... Ale jeśli mam być szczera –
to będzie świadczyło tylko i wyłącznie o nim. Dziewczyny z mojej
klasy staną po mojej stronie (tak myślę), bo on ma wyrobioną
opinię ze strony dziewczyn... ;// Tak czy inaczej, ja wiem, że on
jest inny. A nawet jeśli nie, to ja go kocham takim, jakim jest! <33
Wiem, że dawno nie pisałam, ale prawdopodobnie tak
już będzie, bo chodzę do szkoły, do tego za tydzień we wtorek
piszę Test Kompetencji... Jejku, jak ja się boję ;/// Trzymajcie
za mnie kciuki :))
Ala <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz